Sylwetki - Hans Lyrics: Przemysław Frencel, ur. w 1981 roku w Poznaniu. Raper, współzałożyciel zespołu Pięć Dwa, z którym nagrał pięć płyt. Pod pseudonimem Hans Solo wydał album „8”.
Not my native language but here are some of my favorites in Breton: Son ar chistr - Alan Stivell - a 70s rendition of a traditional song, frequently thought of as a drinking song. Ar Sarjent Major - Yann Fañch Kemener and Valentine Colleter - Traditional. Gwerz ar vezhinerien - Denez Abernot - Traditional. Great example of the Leon dialect.
Listen to music from Kodex 2 - WWO like Kazdy ponad kazdym, Każdy ponad każdym & more. Find the latest tracks, albums, and images from Kodex 2 - WWO.
WWO - Każdy ponad każdym (Mork Remix)#download [ 320kb/s ]: http://www19.zippyshare.com/v/KZKc3SaN/file.html
Magiera & L.A. Feat. WWO – Każdy Ponad Każdym: 3: Liber – Gdzie Indziej: 4: Jeden Osiem L – Kiedyś Było Inaczej: 5: Peja – Co Cię Boli: 6: Owal / Emcedwa*, Kada – Fajna Piosenka Hiphop: 7: Duże Pe + IGS (2) + DJ Spox – Para Z Zielonej Herbaty: 8: Magiera & L.A. Feat. Mes, Numer Raz – Oczy Otwarte : 9: Mezo (2) – Taki
1. Gdy ty każdy wolny wieczór w pubie, na kanapie, ja wypluwam płuca, staję przed majkiem. Zamiast odpłynąć, wolę podtrzymywać fazę i tak na tym marginesie o swoje skillsy walczę. Jestem ponad, s
UcjP5H. Każdy ponad każdym Marysia była lekko w szoku, dumna w pełni, całkiem zdrowa, długoterminowa i niegłupia. Do pizzerii zjeść, opanować nerwy weszła gdzieś, w okolicach śródmiejskich - północna część. Sms-a mu pisała. Pomyślała, że się czuje trochę tak, jak wtedy, kiedy pierwszy raz z internetu ściągnięty referat dała na uczelni do sprawdzenia, jednak teraz poziom podniecenia większy. Dziś zdradziła Ryśka po raz pierwszy, czuła się lepsza i czuła, że należy jej się lepszy. Ryszard - taryfiarz nie zrzeszony w korporacji - i Marysia, lat temu trzy poznali się podczas wakacji. Dzisiaj prócz akcji - rogi, ta licencjatka psychologii robi jeszcze jedną bardzo ważną rzecz – magistra broni. Z podwójnych nerwów teraz je podwójną pepperoni, choć zwykle dba o linię, teraz to pierdoli. Teraz o nim: Rysio - taxi driver, zbieżność z Klanem przypadkowa całkiem, wiezie babę właśnie na taryfie czwartej, z delikatnym wałkiem, bo powinien normalnie. Wkurwia go, bo wali od niej warzywniakiem, patrzy przez ramię, czy nie zostawia brudu na kanapie. Janina, bo tak na imię babie, myśli tymczasem o tym podejrzanym chamie, co prowadzi wóz, nie złapie nigdy już taksówki na ulicy. Rzadko jeździ, w zieleniaku na dzielnicy siedzi cały dzień, gdzie posadził ją zięć, ale dziś on wyjechał i znów przyszły chuligany z nożem, Janina tego dłużej znieść nie może. I chociaż zięć mówił, żeby, broń Boże, nie zgłaszać tego, bo może być gorzej, to ona – kłódkę na bęben, hajs w kopertę, gablotę half - pędem i gna tera cierpem na komendę. Ref. Każdy ponad każdym – skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym, wszyscy najmądrzejsi – jebani - myślą chyba, że są wybrańcami... wszyscy tu, niestety... Na takie podejście brak mi słów. Jakiś czas wcześniej, spod lubelskiej wsi, wyjechał do stolicy szukać lepszych dni – Grzegorz – w pizzy znał jednego z powiatu swego, robiącego już od 99-tego. Karol ma na imię, w plackach trochę robi. Grzegorz postanowił, że też spróbuje sił w gastronomii. Wysiadł na Wschodnim zadowolony, że za bilet nie zapłacił frajerowi. Chuj, że kawał drogi siedział w kiblu pociągowym, walił klocem, miał zdrętwiałe nogi trochę, ale cieszył się, że się ostały polskie złote. Proszę cię... Lekko zagubiony pytał ludzi o nazwę ulicy, wtem – saluto - patrol stołecznej policji, Grzesiu tłumaczy, że chce do Karola z pizzy. Z twarzy był podobny zupełnie do nikogo, jednak ubrany na brązowo-fioletowo. Na górze ma mieć sweter, a na dole na dresowo. Przypasował jej stuprocentowo - omyłkowo do opisu kogoś. Bluźnił, przepraszał, nawijał... Jakiś czas później pani Janina drzwi zamyka od taryfy Rysia i wyklina od złodziei w myślach. Szyld Policja - wchodzi, składa zeznania. Rutynowe rozpoznania zwykle są na odpierdol, biorą tych, którzy są pod ręką. I chociaż staje kilku gości młodych, bez cienia wątpliwości ten, od spodni fioletowych, w swetrze brąz, dla Grzesia wstrząs. Pies gładzi wąs, gardzi nim oraz nią. Przecież dopiero, co przyjechałem – tłumaczy Grześ chwilę, ale zwiesił się na bilet i przesiedział swe alibi w jednym z kibli. Tyle... Ref. Każdy ponad każdym – skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym, wszyscy najmądrzejsi – jebani - myślą chyba, że są wybrańcami... wszyscy tu, niestety... Na takie podejście brak mi słów. Karol - lat dwadzieścia - w sercu Śródmieścia, nie podejrzewając nic, zrobił kilka pizz, nie wiedział nawet, że wybierał się do niego Grześ. Jak zwykle statyści przyłazili jeść i gdzieś koło czternastej – Eureka - czaderski pomysł rzucił kolega - wrzucić kwasa w pepperoni, na nieświadom se ktoś opierdoli. Kto jest kto? Rozwiązanie zagadki... Posłuchaj, tą pizzę pokroiwszy na kawałki, zżarła ta Marysia od Rysia z taxi. Jak już się domyślasz, ten egzamin, który ma napisać, ma prawo nie wypalić. Konsumując, myślała, że na nią zerkali pracownicy, bo jest najpiękniejszą w okolicy damą. Sam, jako narrator, żałuję, że personel, na czele z Karolem, nic nie wiedział, że za moment magistra obronę miała - to by się dopiero ucieszyli. Pierwsza fazę niedoszłej psycholog jednak uświadczyli, krople potu na jej czole pięknie lśniły, było wystrzałowo dla Karola z załogą, dla niej na razie też kolorowo, uwierzcie moim słowom - Marysia była w szoku zdrowo, dotarła do sedna materii, postanowiła orzec to na uczelni. Niedzielne ofiary i oprawcy niedzielni, każdy ponad każdym - wszyscy najmądrzejsi. Stara Janina w bujanym fotelu w domu przypomina sobie Grzesia i rozmyśla, czemu to zrobiła - bez pewności, ale wymierzyła palcem, dziś była górą w nierównej walce, dla niej wszyscy młodzi łysi tacy sami – ścierwo – myśli tak serio. Mniej więcej w tym czasie pod pizzerią, wychodząc po pracy Karol śmiał się jaki numer wyciął i nagle, choć nie widział Grzesia lat tysiąc – flashback – i maska zrzedła mu, mógłbym przysiąc. Wspomniał wieś rodzimą, lat temu kilka zimą - i stał tak chwilę z nietęga miną - jak to było... Pijalnia piwa pod wieczór, lokalne panny, Karol i Grzesiu i numer - coś do dzisiejszego w podobie - Grzegorz odlał się do piwa, a Karol nieświadomie łyknął sobie. Psikus, kurwa jego mać. Raz, dwa... powrót do rzeczywistości – przystanek pod pizzerią – Karol, kilku gości, śmiech i maskowany ból w tle. Tymczasem Ryszard - taryfiarz zapiekankę je z budy spod patyka, obok Neoplan na przystanku się zatrzymał, wysiadły dwie turystki, całkiem młodzieżowe. Rysiu odwrócił głowę i obcina - każda ma dobrą nogę, bufet też niczego sobie i kozackie lica - wziąłby obie na ostro... Pochłaniając ostatniego gryza spojrzał na typa, który miał na sobie bluzę Prosto i właśnie wsiadał do taryfy – Dokąd? - spytał Rychu i na tym zakończymy...
To ile masz lat niekoniecznie odzwierciedla stan twojego organizmu. Możesz być młodszy lub znacznie starszy niż wskazują na to daty. Kalendarz jest owszem ważny, ale znacznie więcej o nas może powiedzieć nasz wiek biologiczny – porównanie funkcji naszego ciała ze średnią możliwości i zdrowia dla danego wieku. - Nie jest tak, że ludzie w tym samym wieku mają zawsze takie same szanse na chorobę układu krążenia, nowotwory lub nawet śmierć – tłumaczy Morgan Levine z Uniwersytetu Yale i dodaje, że wiek biologiczny mówi nam o tym gdzie dana osoba plasuje się dla swojego wieku chronologicznego. - Wiek chronologiczny nie mówi tego jak jesteśmy starzy. To sztuczny numer – dodaje profesor David Sinclair, kierujący centrum badań Paul F. Glenn Center for the Biology of Aging w uczelni Harvard Medical School – Wszyscy starzejemy się biologicznie w różny sposób według genów, tego co jemy, czy i jak ćwiczymy oraz na jakie toksyny w środowisku jesteśmy wystawieni. Biologiczny wiek określa nasze zdrowie i ostatecznie długość życia. Jest to właściwa liczba świeczek, jaką powinniśmy zapalać na tortach urodzinowych. W przyszłości rozwinięcie umiejętności kontroli wieku biologicznego może pozwolić nam zapalać ich mniej na kolejnym torcie, niż było na poprzednim. Morgan Levine wraz ze swoim zespołem badawczym wyznaczyła dziewięć biowskaźników, które można zbadać za pomocą prostego testu krwi. Ich poziom ma ogromny pływ na nasze zdrowie i długość życia. Wśród nich są: cukier we krwi, wskaźniki dla wątroby i nerek, współczynniki układu immunologicznego. Zespół Levine opracował specjalny algorytm, który łączy te wszystkie dane i na ich podstawie określa biologiczny wiek danej osoby. Ludzie, których wiek biologiczny jest niższy niż chronologiczny są znacznie mniej narażeni na choroby i śmiertelność. Ci o odwrotnej proporcji są w grupie najwyższego ryzyka, jest znacznie bardziej prawdopodobne, że rozwiną się u nich choroby związane z zaawansowanym wiekiem. W przeciwieństwie do badań genetycznych wyniki testów na wiek biologiczny mogą się zmieniać. Lekarze mogą zatem użyć takiej informacji nie tylko do diagnostyki, ale także do zmotywowania pacjentów by zadbali o woje zdrowie, zmienili styl życia. - To co najbardziej ekscytujące w naszym badaniu to fakt, że te rzeczy nie są ustalone raz na zawsze – mówi Levine - Wiemy naprawdę sporo o części z tych wskaźników. Dzięki temu możemy zareagować i poprawić czyjeś zdrowie zanim pojawi się choroba i będzie za późno. Badaczka kwestiami wieku i starzenia się była zainteresowana od wczesnego dzieciństwa. Przyznaje, że po przedstawieniu swoich wskaźników algorytmowi zrzedła jej mina. - Zawsze uważałam siebie za zdrową osobę – mówi – jestem aktywna fizycznie, staram się zdrowo odżywiać. Moje wyniki nie były jednak tak dobre jakbym się spodziewała. Levine stara się od czasu testu więcej spać, zmieniła dietę, wprowadziła w swój rytm dnia zestaw ćwiczeń fizycznych. Przekonuje, że był to dla niej „sygnał ostrzegawczy”. W najbliższej przyszłości algorytm zespołu naukowców z Yale ma trafić do sieci, gdzie każdy będzie mógł sprawdzić swój biologiczny wiek. Źródło: CNN
Daleki jestem od gloryfikowania wojny, gdyż każdy konflikt zbrojny (pomijając te, które miło ogląda się w filmach fabularnych) napawa mnie niepokojem wymieszanym z ubolewaniem. Niemniej odnajduję dziwną satysfakcję w oglądaniu pozostałości po dawno zakończonych kampaniach – nieodbudowanych przez dziesięciolecia budynków, stanowiących pamiątkę i przestrogę dla obecnego pokolenia, a także starej, wysłużonej i pozostającej już w stanie spoczynku artyleryjskiej broni palnej. Szczególną zaś sympatią od zawsze darzyłem gąsienicowe wozy bojowe. Przyczyna tej dziwnej fascynacji jest prosta – każdy czołg sam w sobie jest wojną w pigułce. Każdy ma swoją historię, częstokroć ciekawszą, niż może się to wydawać na pierwszy rzut oka. Udowadniali nam to Konrad Nałęcki i Andrzej Czekalski (dla niewtajemniczonych – twórcy kultowych i mocno wyeksploatowanych przez telewizję „Czterech pancernych i psa”), a całkiem niedawno David Ayer i Brad Pitt w niejakiej „Furii”. Ale nie o filmach będę tu dziś pisał. Powiem więcej, miast pisać, pokażę Wam dzisiaj kilkadziesiąt zdjęć, które jeden z użytkowników serwisu reddit zebrał w fascynującą kolekcję. Zdjęcia, które za chwile zobaczycie, prezentują porzucone i zapomniane przez ludzi machiny wojenne. Pozostawione na pastwę czasu pojazdy gąsienicowe przypominają starych wojowników, którzy przeszli w stan spoczynku. Weteranów, o których zapomniał świat. Zadziwiające jak bardzo niszczejące na wietrze i deszczu czołgi przypominają wiarusów, o których przypominamy sobie niemal wyłącznie przy okazji rocznic jednego czy drugiego zrywu lub konfliktu.
Czasem zastanawiam się nad tym czy dobrze zrobiliśmy, wyprowadzając się na wieś. Czasem ? Nie ! Zastanawiam się nad tym nawet dość często, a zwłaszcza wtedy, gdy jestem w mieście. Przecież tu znam każdy kąt. Wiem, gdzie najlepiej zrobić zakupy, dokąd pójść, gdzie są dobre lody, gdzie można odpocząć, idt. Ciągle spotykam kogoś znajomego i... wiele wspomnień na każdym kroku. Na przykład dzisiaj spotkałam koleżankę, którą znam jeszcze z przedszkola, a potem przez osiem lat chodziłyśmy razem do jednej klasy w podstawówce i miałyśmy własną "paczkę". Dawno się nie widziałyśmy, kilka lub nawet kilkanaście lat. Ona mi mówi - Jak fajnie, że się spotkałyśmy ! Pójdziemy razem na kawę ! Idziemy do lunch-baru na sok. Ona stawia. No dobrze. Za moment dzwoni jej komórka . Odbiera, przytakuje, potwierdza, kończy rozmowę, ale jednocześnie oznajmia, że teraz ona musi do kogoś zadzwonić. Zgadzam się, choć nikt mnie o to nie pyta. Gdy kończy próbujemy rozmawiać. Wspominam, jak kiedyś całą paczką chodziłyśmy na lody do koktail-baru. Ona śmieje się i mówi, że to było takie śmieszne. Jak to ? - myślę. Przecież to były nasze młodzieńcze lata ?! Za chwilę znów dzwoni jej telefon. Odbiera, coś tam uzgadnia, podaje jakiś numer. Wielka mi pani bizneswoman ! Potem pokazuje mi w telefonie zdjęcie własnego psa i ogrodu. - Idziemy. Muszę już wracać. - oznajmia i niespodziewanie wstaje od stolika. Nawet nic nie porozmawiałyśmy. Nie zapytała co u mnie, ani nie powiedziała kompletnie nic o sobie. Gdy wracałyśmy na parking, wspomniała, że chodzi na tenis oraz że zna mojego szefa i jego żonę. A co mnie to obchodzi ?! Może tak jest łatwiej - nie rozmawiać o niczym ważnym i rozstać się, bo czas nagli ? Takie spotkanie ?! To ja - dziękuję ! Ktoś się zmienił - nie wiem tylko kto ? Kiedyś była inna, a przynajmniej tak mi się wydawało. A może to ja się uwsteczniłam ? Teraz już wiem, że jednak dobrze zrobiłam podejmując decyzję o przeprowadzce na wieś. Mam większy dystans do świata i ludzi. Mogę wiele spraw przemyśleć i mam w końcu święty spokój: śpiew ptaków nie tylko o poranku, ale przez cały dzień, pianie koguta w południe i sarny dumnie przechadzające się pod naszymi oknami , widoki nieziemskie... i ciszę, którą naprawdę słychać. Tu każda pora roku jest inna i bez trudu można to zauważyć. Tu nikt nikogo nie pogania, do niczego nie zmusza. Potrzebowałam tej zmiany otoczenia - z dala od ludzi, a jednak bardziej ludzkiego. Czy może stałam się już częścią tego prostego świata ? Nie jestem już mieszczuchem ? Tak szybko ? Czuję, że to chyba jest mój świat ! Uczę się, całe życie się uczę.
wwo każdy ponad każdym zippy